RSS
wtorek, 04 kwietnia 2017

W weekend było tak pięknie, że postanowiliśmy rozpocząć sezon grillowy. Co dziwne o tej porze roku, nie zmarzliśmy siedząc wieczorem na ogrodzie. Było wesoło, przyjemnie i "pysznie". Przy okazji umyliśmy i wyregulowaliśmy rowery, żeby zacząć też sezon rowerowy, bo aż wstyd, że dotychczas nie wybraliśmy się jeszcze na żadną wycieczkę. Starość czy co? Aaa, i jeszcze wyszło, że muszę wymienić opony.

Za to mama szaleje z "porządkami". Pozbyła się gdzieś (pewnie nie na długo) swojego chomikowania i wyrzuca wszystko co niepotrzebne... A jest tego trochę. Ależ będzie miejsca na nowe rzadko używane rzeczy, które nagle, na chwilę wydają się być niezbędne ;)

wtorek, 14 marca 2017

Miałam ostatnio okazję porozmawiać z kilkoma osobami o planowanej reformie oświaty. Część z tych osób chodziła do szkoły w systemie 8 (podstawówka) - 4 (liceum), a część 6 (podstawówka) - 3 (gimnazjum) - 3 (liceum). Wniosek był jeden: osoby, które chodziły do szkoły w starym systemie, więcej pamiętają z nauki, niż te, które chodziły w "nowym" (mimo, że było to dawniej). Być może jest to kwestia bardziej dokładnego przerabiania materiału. W końcu we wszystkich tych szkołach przerabia się po kolei to samo (poza najmłodszymi klasami podstawówki), tylko z różnym stopniem uszczegółowienia. Kiedy materiał jest przerabiany dwukrotnie jest więcej czasu na jego zgłębianie i rozszerzanie, kiedy trzykrotnie, tematy są okrojone. W końcu czasu się nie wydłuży. Poza tym "nowy" system szkolnictwa utrudniają... ćwiczenia. Wszyscy się zgodziliśmy, że o ile jest to forma ciekawa dla najmłodszych klas podstawówki, o tyle jest całkowicie zbędna np. w gimnazjum. Nauczyciele nie przerabiają ćwiczeń w szkole, bo nie ma na to czasu. Za to zadają je do domu. A uczniowie zamiast się uczyć, tracą czas na uzupełnianie rubryczek, co sądząc po efektach, zapamiętywaniu raczej nie służy. Tak czy inaczej prawie wszyscy stwierdzili, że stary system był lepszy. To "prawie" to dwóch nauczycieli gimnazjum, których spotkałam w sklepie, kiedy rozmawiałam z siostrą na ten temat. Tylko oni stwierdzili, że reforma jest zła, bo pracę straci 90 procent nauczycieli gimnazjum... I nie obeszły ich argumenty o jakości szkolnictwa, tylko ta utrata pracy. Ja rozumiem obawy, ale moim zdaniem są trochę nielogiczne, skoro ma pozostać dokładnie taka sama ilość lat nauki, tylko inaczej rozłożona. Przecież ktoś musi uczyć przez te dodatkowe dwa lata podstawówki i rok liceum czy technikum. Choć oczywiste, że nauczyciele będą musieli zmienić placówkę. Ale moim zdaniem pracować będą dalej, a w tej reformie chodzi przecież o wyższą jakość nauczania i to powinien być priorytet. Na marginesie, nie sądzę, żeby nauczyciele przejmowali się np. tym, że zanikają takie zawody jak krawiec, szewc, kaletnik czy wielu innych rzemieślników i w ramach empatii, żeby zaczęli korzystać z ich usług. Takie życie, że czasem rynek się zmienia. Nie ma świętych krów. Każdego może to spotkać.

A zmieniając temat - w końcu mam z kim chodzić na kurs tańca - z moją niezawodną siostrą :) Tak, wiem, bardziej a propos byłoby z jakimś facetem, ale skoro żadnego nie mogę namówić, to należy zastosować zasadę: jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma :) A kto wie, może znajdę sobie towarzysza do tańca na kursie? I to jest dobra, wiosenna wiadomość.

czwartek, 05 stycznia 2017

Jakoś ostatnio panowie z opozycji się nie popisali. Zwłaszcza w przekonaniu "świętej" opinii publicznej. Co gorsza, nie ma na kogo zwalić wpadek :)

Jeśli chodzi o Petru - czy każdego innego polityka - to szczerze mówiąc zgrzewają mnie ich prywatne sprawy. Tak to już w życiu bywa, że nie ma nic pewnego (poza śmiercią i podatkami, cytując klasyka). Zresztą idę o zakład, że wśród komentujących - oburzających się jest sporo rozwodników i miłośniczek filmowych romansów, które jednak nie wiedzieć czemu oburzają się, gdy sytuacja przenosi się do reala. A może to zazdrość... Tak czy inaczej, nie rozumiem fenomenu wtrącania się w prywatne sprawy innych. Bez względu na to jaki wykonują zawód i czym się zajmują.

Trochę inaczej wygląda sprawa z KODem. Na szczęście nie dorzucałam się do powszechnej ściepy, bo byłabym teraz nieźle wkurzona, zwłaszcza znając stawki obsługi informatycznej. Jak dla mnie to typowe wyprowadzanie kasy z KODu. Gdyby pan przewodniczący zażyczył sobie pensji, zapewne by ją dostał, ale to krętactwo zapewne nie wyjdzie mu na dobre.

Tak czy inaczej, początek roku w mediach należy zdecydowanie do panów z opozycji :)

12:39, ktoskowna
Link Komentarze (1) »
wtorek, 18 października 2016

Wyjątkowo cicho przechodzi w mediach temat CETA. Dziwne, bo układ będzie miał dla nas niemałe znaczenie, dla większości osób raczej gorsze niż lepsze, a tu takie poparcie dla hipotetycznego niewielkiego wzrostu gospodarczego. Jak dla mnie to dziwna beztroska i zastąpienie realizmu zbytnim optymizmem... Lepszym sposobem na wzrost gospodarczy byłoby obniżenie podatków i nałożenie naprawdę drakońskich kar na osoby zatrudniające na czarno albo na umowy o dzieło czy zlecenia, tam gdzie powinna być umowa o pracę. Szybko przychody z podatków poszybowałyby w górę. A CETA to kolejna niewspółmierna umowa, nie gwarantująca równych praw obu stronom i nie chroniąca naszego rynku. A później skończy się na korporacjonizmie jak w "Atlasie chmur" Mitchella.

czwartek, 04 sierpnia 2016

Wakacje są cudowne. Pod namiotami było bardzo przyjemnie. Może pogoda nie była jakaś rewelacyjna, ale tragedii też nie było, choć ostatecznie wygonił nas stamtąd deszcz, a po powrocie suszyliśmy namioty i ciuchy. Ale taki to już urok wakacji nad Bałtykiem. Albo trafi się w upał, albo nie.

Właśnie stwierdziłam, że mam skrzywienie na punkcie znaków interpunkcyjnych. Przejęte po polonistce ;) Co bym nie napisała, zawsze wstawiam ich mnóstwo, bo albo przed jakimś słowem trzeba coś dodać, albo widzę wstawienia tekstu. Masakra.

A tam ostatnio spędzam sporo czasu na rowerze:

leśna droga

Chłopcy z naszej paczki mają za to ostatnio skrzywienie na punkcie patentów. Na którejś imprezie doszli do wniosku, że są bardzo kreatywni, więc muszą coś twórczego wymyślić i opatentować. No i przesiadują teraz w garażu, nabijają się jeden z drugiego i wymyślają prototypy nie mam pojęcia czego :) Znaczy codziennie czegoś innego. Przez to na rowerach jeździmy w babskim gronie. A niech sobie wymyślają. Może jeszcze się okaże, że rzeczywiście coś im wypali i że znam osobiście kogoś bardzo znanego ;)

Mam tylko nadzieję, że przejdzie im do września, bo zaplanowałyśmy na wtedy wypad w Bieszczady, a z chłopakami - mimo ich niedoskonałości - jakoś raźniej się jeździ. No i ma kto dźwigać ;)

 

poniedziałek, 04 lipca 2016

Jutro wyjeżdżamy z paczką pod namioty. Mam nadzieję, że ociepli się trochę zwłaszcza w nocy, bo dziś było zimno i aż się boję, że przemarzniemy. Oczywiście zawsze jest plan B, żeby zimne noce spędzać na dyskotece, a w dzień odespać na plaży :) ale przez 2 tygodnie może być tak ciężko. Mam też nadzieję, że nie będzie padać. Rodzice oczywiście boją się burz i wichur. Woleliby dopłacić i wysłać mnie do pensjonatu, ale paczka ma deficyt kasy, więc jedziemy pod namioty. Jak miliony innych ludzi, więc jestem dobrej myśli :) No i oczywiście już się nie mogę doczekać wyjazdu.

Miłych urlopów, wakacji, wyjazdów... i siedzenia w domu czy w pracy też :)

wtorek, 07 czerwca 2016

Zostałam zaproszona na ślub koleżanki. No i pojawił się dylemat: co by tu kupić, bo nie stać mnie na porządną kopertę, a taką marną to głupio dawać... Wcześniej postanowiłyśmy się z Klaudią zrzucić na coś fajniejszego; super, bo dysponowałybyśmy większą kasą, ale problem pozostał: co za to kupić? Klaudia chciała coś z robotów, ale ja nie jestem przekonana. Siostra mówi, żebyśmy wybrały coś fajnego, praktycznego, z czego razem się ucieszą, ale nie praktycznego do bólu, bo ona od wszystkich niezdecydowanych dostała pościel, a że lubi urządzać pokój pod kolor ścian (łącznie z pościelą - to takie jej skrzywienie), więc do tej pory ma nierozpakowaną... Zresztą zdaje się, ze nawet nie pasuje do jej wielkości kołdry i poduszek. Nie wiem, czy ten wspólny prezent nam wypali, bo coś się rozmijamy w wyborach, ciągle jest tak, że jedna mów A, a druga B. Mój plan awaryjny, na który mogłabym sobie pozwolić to naprawdę świetny zestaw sztućców albo szkła. Ostatecznie panuje u nas zwyczaj "wyprawkowania" młodych :) Tym bardziej, że chcą kupić własne mieszkanko, więc myślę, że takie rzeczy im się przydadzą. Zresztą, jak patrzyłam na ceny, to doszłam do wniosku, że takie rzeczy mogłybyśmy też kupić wspólnie z Klaudią, jeśli będzie chciał... Na razie nic bardziej konstruktywnego mi do głowy nie przychodzi.

środa, 11 maja 2016

Tak się jakoś dziwnie składa, że nikt u nas w domu nie lubi myć okien, za to wszystkich wkurza, kiedy są brudne. A brudzą się po prostu strasznie. W pobliżu domu, niby nie tak blisko, ale jednak, jest pole. Wiosną to pole orzą, bronują, czy coś tam z nim robią wzbijając gigantyczne tumany kurzu. Dopóki pole nie zarośnie, co silniejszy wiatr (dziwnym trafem przeważnie wiejący w naszą stronę), nanosi pył. Jesienią znowu coś tam robią i kurzą. Dodatkowo droga przy której mieszkamy jest tak położona, że ścieka na nią woda z ziemią z sąsiedniej działki, więc co przejedzie samochód to jest kurzawa. Póki nic nie pada, jest ok, ale jakoś ten kurz osadza się na budynku i oknach i wystarczy, żeby trochę popadał deszcz i okna wyglądają tak, jakby z pół roku nie były myte, co damską część rodziny doprowadza niemal do szewskiej pasji, zwłaszcza jak popada tuż po myciu i zniweczy wysiłki. Nie bacząc na niemałe, a wręcz spore koszty, kupiłyśmy ostatnio Karchera do mycia okien. Przyznam, że miałyśmy trochę obaw, bo czytałyśmy wcześniej opinie na internecie i zdania były podzielone. Część osób była zachwycona, a część narzekała, że duży wydatek, a marne efekty, bo są smugi i generalnie szyba wygląda dużo gorzej niż po normalnym myciu, więc twierdzili, że pieniądze wyrzucone w błoto. No cóż, my okna zwykle myłyśmy tak: najpierw wodą z płynem do naczyń, później dwa razy spłukiwaliśmy wodą, a na koniec płynem do szyb i wycierałyśmy do suchego. No i były czyste, choć sporo czasu i wysiłku to wymagało. Teraz zrobiłyśmy zgodnie z instrukcją tak: popsikałyśmy wodą z załączonym płynem, roztarłyśmy tę wodę szmatką (też dołączoną), a później odessałyśmy wodę Karcherem. A przepraszam, jeszcze inną szmatką przetarłyśmy wcześniej ramy, zwłaszcza przy dole, żeby nie wybrudzić karcherowej szmatki. Wyszło niemal idealnie - nie złapało idealnie tylko brzegów i dołu, więc przetarłyśmy te miejsca papierowym ręczniczkiem. Poza tym - okna są czyste i błyszczące, nie ma żadnych smug, o których pisali inni :) Może oni wybudzili tę szmatkę o ramę, czy co, albo za mało popsikali, bo w słońcu zauważyłyśmy, że płyn bardzo szybko wysycha, a jak wyschnie przed odessaniem, to oczywiście okno będzie brudne. My w każdym razie, po pierwszym użyciu jesteśmy zachwycone (no i bez wysiłku umyłyśmy 5 okien, w tym dwa duże, balkonowe w 20 minut!!! popijając jeszcze kawę), ale jakby coś wyszło później nie bardzo, to napiszę i sprostuję opinię :) No i oczywiście to dotyczy oryginalnego produktu, nie wiem jak inne tego typu urządzenia. Nie żebym była innym przeciwna, bo zdarzało mi się kupować tańsze odpowiedniki różnych produktów i niektóre były po prostu świetne, a inne tylko opakowania miały fajne a już sam towar pozostawiał wiele od życzenia. Zresztą sami wiecie. Teoretycznie urządzenie jest proste jak budowa cepa, bo to taki mały odkurzacz i mam wrażenie, że kluczem do sukcesu jest użyty płyn :)

wtorek, 05 kwietnia 2016

No to dziś przedobrzyłam z wiosenną aktywnością i już padam na twarz. W zasadzie niepotrzebnie się logowałam, bo oczy same mi się zamykają. A ponoć tlen i aktywność są zdrowe, a tu proszę jak potrafią człowieka wykończyć, nawdychasz się i zasypiasz. Lepsze niż eter. Ale tak już mam, że jak się za coś zabiorę, a jeszcze poczuję presję czasu (bo od jutra ma padać) to robię dopóki okoliczności przyrody na to pozwalają. Dobra kończę, bo widzę, że bredzę 3 po 3.

Dobranoc :-*

Tagi: wiosna
22:37, ktoskowna
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 24 marca 2016

Wesołych Świąt :)

Zdrowych, pogodnych, spokojnych, wesołych, radosnych, rodzinnych, przyjacielskich, mokrych w Dyngusa (i tylko w czasie oblewania) i suchych poza tym, żeby nie trzeba było w domu siedzieć, bez złych wiadomości i tych osobistych i z mediów, smacznego jedzonka ale bez przejadania się. Wielu miłych niespodzianek, spotkań i rozmów :)

Wesołych Świąt :)

 
1 , 2 , 3 , 4